wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział pierwszy

Susana:
Cóż, przynajmniej duch, który mnie nawiedził ma dobry gust piłkarski. Zawsze coś. Niby marne uspokojenie, ale jako że byłam wierną Cule trochę mnie to zaintrygowało. Wiele słyszałam o różnych opętaniach, ale coś mnie ciągnęło, żeby nawiązać kontakt, który zresztą i tak został już nawiązany i to bynajmniej nie przeze mnie. Miałam jakieś takie naiwne przekonanie, że barcelonista nie mógłby mnie skrzywdzić. Jakoś intuicyjnie postanowiłam odpisać na tej kartce i zapytałam niepokojącą mnie osobę kim jest. Czekałam chwilę, ale nic się nie działo, dopiero gdy zrezygnowana wstałam obracając się tyłem do biurka usłyszałam skrobanie piszącego długopisu. Dopiero gdy dźwięk ustał z mocno bijącym sercem odwróciłam się z powrotem w stronę biurka. To co wtedy zobaczyłam sprawiło, że dosłownie kapcie spadły mi z nóg. Wydawałoby się, że po wcześniejszych wydarzeniach już nic nie powinno mnie zaskoczyć. Ale jednak. To było coś, czego z pewnością się nie spodziewałam. I nie miałam prawa się spodziewać. Na kartce widniał podpis „Tito Vilanova”.
Oczy momentalnie zaszły mi łzami na samą myśl o nim, a kilka z nich spadło na kartkę, na której wcześniej pisaliśmy. To był wielki trener FC Barcelony, wspaniały zastępca Pepa Guardioli i pierwszy trener w sezonie 2012/2013, niesamowity, wielki człowiek, który przegrał walkę z nowotworem ślinianki. W głowie mi się nie mieściło, że ktoś taki do mnie pisał i to jeszcze po swojej śmierci. Spytałam dlaczego do mnie przyszedł. Jeśli coś jeszcze mogło mnie dzisiaj zdziwić, to była to właśnie Jego odpowiedź, w której oznajmił, że chciałby żebym pomogła Jego byłej drużynie wrócić na piłkarski szczyt. Ale, że jak to?! Ja?! Przecież jestem tylko szesnastoletnią dziewczyną, która owszem interesuje się piłką nożną, ale na pewno nie jestem w tej dziedzinie ekspertem. Fakt, Barca ostatnio miała słaby sezon, ale żeby prosić o pomoc mnie? Jest przecież wielu utalentowanych trenerów znających się na prowadzeniu drużyn, ustalaniu taktyk, a ja nie miałam o tym wszystkim pojęcia. Postanowiłam się upewnić, czy to nie pomyłka i na pewno chodzi o mnie, ale uzyskałam  potwierdzenie. Zapytałam więc co mam zrobić i w jaki sposób pomóc. Na to pytanie nie otrzymałam już odpowiedzi.
Minęło już kilka dni od mojej „przygody”, która dalej nie dawała mi spokoju. Nie wiedziałam jak powinnam postąpić i co z tym wszystkim zrobić. To wszystko dalej wydawało mi się tak bardzo nieprawdopodobne. Ciągle nie mogłam uwierzyć w to, co mi się przytrafiło i nie byłam do końca przekonana, że rozmawiałam akurat z Tito. Przecież duchy też mogą kłamać, prawda? I ktoś z jakiś powodów mógł się pod niego podszywać i to niekoniecznie w dobrej wierze… Jednak im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej ciągnęło mnie żeby mu zaufać. Choć dalej nie miałam pojęcia w jaki sposób miałabym pomóc, czy nawet jak się do nich dostać. Ale, jak to mówią raz kozie śmierć. Postanowiłam spróbować. W końcu nic nie tracę. Mogłabym zobaczyć Barcelonę, bo naprawdę zawsze chciałam tam pojechać, a jakoś nie było okazji, mimo że mam tam ciocię, którą mogłabym odwiedzić. Postanowiłam jeszcze porozmawiać o tym wszystkim z moją najlepszą przyjaciółką Niną, która mam nadzieję mi uwierzy, zrozumie i coś doradzi, a potem z mamą odnośnie wyjazdu. Wszystko powinno się jakoś ułożyć.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Udało mi się w końcu napisać pierwszy rozdział. Nie jest on ani długi, ani jakiś wybitny, ale jest J Myślałam, że szybciej mi to zejdzie, ale jeszcze poprawianie ocen, a siedzenie do późna w nocy „bo mundial” też wcale nie pomaga. Dziękuje za wszystkie komentarze pod prologiem, aż mi się cieplej na sercu zrobiło jak je czytałam, bardzo się cieszę, że pomysł przypadł do gustu. Bardzo ładnie proszę o więcej J Miałam coś jeszcze pisać, ale lecę, bo już się zaczął mecz Brazylii z Meksykiem :D

Pozdrawiam :*

4 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się jak piszesz. Tak prosto, a zarazem bardzo interesująco.
    No to teraz ciekawa jestem, jak zdaniem Tito miałaby wyglądać pomoc Susan w powrocie Barcelony na szczyt... Bo chyba trenerem nie zostanie? No nie? Bardzo jestem ciekawa, co tam sobie wymyśliłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No no no. Kurcze, duchy i te sprawy mnie nie pociągają, ale ten rozdział mnie zaciekawił :> Jak możesz to informuj mnie o kolejnych, podaje Ci mojego tt: FirstLadyM94
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jestem pod wrażeniem pomysłu. Tito... :c Cały czas zastanawiam się co dalej wymyśliłaś. Czekam na następny rozdział. :)
    Zapraszam do siebie, na nowy blog o Alexisie: http://perdoname-miamor.blogspot.com/
    Buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, przepraszam za spam, ale również zaczęłam pisać opowiadanie o Ramosie. Może znajdziesz chwilkę, wpadniesz i polecisz znajomym? Będę wdzięczna! :) http://prometido-prestado.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń