Nina:
Rozmowa z rodzicami nie należała do najłatwiejszych,
ale nawet nie śmiałam marzyć, że taka będzie. Ale udało się! Zgodzili się i
mogę jechać, jednak dopiero na wakacjach. Sus jedzie już teraz, ale nie
zamierzam narzekać. Jak na moich rodziców to naprawdę sukces coś takiego
wskórać. Zadzwoniłam do przyjaciółki, wszystko jej opowiedziałam i postanowiłam
pomóc jej się pakować, w końcu ona jest tak nieogarnięta, że zeszłoby jej to z
2 tygodnie. A wyjeżdża pojutrze. Tak, zdecydowanie byłam tam potrzebna.
Siedziałyśmy u niej na podłodze
przeglądając walające się po całym pokoju ciuchy i zastanawiałyśmy się, które
powinna wziąć. Puściłyśmy głośno muzykę, akurat leciał Linkin Park. Mogłyśmy
sobie spokojnie na to pozwolić, bo nikogo nie było w domu. I chwała Bogu. Jakby
ktoś zobaczył ten bałagan, to mógłby spokojnie paść na zawał. Serio. Huragan to
mało. Co chwila brałyśmy jedną bluzkę, odkładałyśmy znowu, za 2 minuty
zmieniałyśmy zdanie. W takim tempie to my się do wyjazdu nie wyrobimy. Matko,
jaka ona jest niezdecydowana!
Susana:
W końcu doszłyśmy do wniosku, że
nie ma sensu pół godziny zastanawiać się co jest lepsze, bo i tak nic mądrego
nie wymyślimy, a zrobimy tylko więcej zamieszania. I tak z jednej walizki
zrobiły się dwie. Ale przynajmniej niczego mi nie zabraknie. Taką przynajmniej
mam nadzieję. Długo jeszcze rozmawiałyśmy, aż w końcu zauważyłyśmy, że zrobiło
się ciemno i zorientowałyśmy się, że jest już dziesiąta, więc Nina postanowiła zostać u mnie na noc. Robiła
to tak często, że nawet miała u mnie własną szczoteczkę. Byłyśmy jak siostry.
Nie wiem jak ja ją zostawię, ale przecież już na wakacjach do mnie dołączy,
więc nie czeka nas długa rozłąka. Na szczęście.
2 dni później
Do Barcelony miała odwieźć mnie
mama, bo też chciała zobaczyć się z ciocią. Udało jej się dostać 2 dni wolnego.
Nie dużo, ledwo przyjedzie będzie wracać, no ale lepsze to niż nic. Biegałyśmy
po całym domu zabierając ze sobą coraz to więcej rzeczy. W końcu
stwierdziłyśmy, że wszystko mamy. Droga trwała około dwóch godzin. Aż dziwne,
że nigdy tam nie byłam, a przecież tak bardzo chciałam. No nic, czasami tak
bywa.
Podróż minęła nam bardzo szybko i już
wjeżdżałyśmy do miasta Gaudiego. Zdecydowanie robiło wrażenie. Byłam tak pełna
emocji, że ledwo mogłam usiedzieć w aucie. Ciocia Maite mieszkała na 5 piętrze
budynku w dzielnicy Barceloneta. Wjechałyśmy windą, zadzwoniłyśmy do drzwi i
już po chwili byłyśmy w jej ramionach. Wyściskałyśmy się za wszystkie czasy i w
końcu weszłyśmy do środka. Ciotka była lekarką, więc dużo zarabiała i jej
mieszkanie naprawdę robiło wrażenie. Było ogromne, utrzymane w jasnej
kolorystyce, urządzone trochę klasycznie, trochę nowocześnie, ale z wyczuciem.
Z jednej strony z okien było widać barcelońską plażę. Tylko jedno słowo cisnęło
mi się na usta: -Wow.
-Cieszę się, że ci się podoba. Napijecie się
czegoś? Przyniosę herbatę. Czy wolicie sok? No, nie stójcie tak, siądźcie sobie
w salonie, a ja już do was przyjdę. Musicie mi wszystko poopowiadać.
Tak więc chwilę rozmawiałyśmy, ale gdy ciocia
dowiedziała się, że mama już jutro wyjeżdża, postanowiła od razu zabrać nas na
zwiedzanie miasta. Całkowicie się z nią zgadzałam, nie było na co czekać.
Siedziałyśmy w restauracji pod gołym niebem
przy la Rambla serwującej typowo hiszpańskie przysmaki. Zamówiłam sobie paellę
i trochę soku z pomarańczy. Byłam wykończona po tym całym zwiedzaniu, czułam
jakby nogi miały mi zaraz odpaść. Barcelona była przepiękna. Zobaczyłyśmy
Sagradę Familię, potem na piechotę przeszłyśmy do Parku Güell, gdzie spędziłyśmy bardzo
dużo czasu chodząc po różnych mniej i bardziej znanych alejkach. Naprawdę cudowne
miejsce. Potem podjechałyśmy jeszcze na
plac kataloński i do portu. Teraz mamy w planach obejść właśnie la Rambla, a na
koniec , jako że dzisiaj czwartek, obejrzeć pokaz fontann na placu hiszpańskim.
Podobno niesamowite przeżycie.
Mama właśnie wyjechała, dzisiejszy dzień
również spędziłyśmy na zwiedzaniu. Ciocia chciała mnie jeszcze gdzieś
wyciągnąć, ale nie miałam już na nic siły, po prostu poszłam do mojej
tymczasowej sypialni i rzuciłam się na łóżko.
Obudziłam się rano i postanowiłam podjechać
do Bellcaire de l'Empordà rodzinnej miejscowości Tito,
w której został pochowany i odwiedzić go na cmentarzu. Wsiadłam w autobus i po
półtorej godziny byłam już na miejscu. Stanęłam przy jego grobie i znowu się
rozpłakałam po czym jak jakaś wariatka zaczęłam mówić do zmarłego.
-Wiesz to dość dziwna dla mnie sytuacja, pewnie
zdajesz sobie z tego sprawę. Czuję się głupio stojąc tu i rozmawiając z Tobą. A
w zasadzie prowadząc swój monolog. Przecież nawet nie wiem, czy mnie słyszysz.
Może ta cała sytuacja nie była prawdziwa, może wcale do mnie nie pisałeś, a
może to było jednorazowe i powinnam dać Ci już spokój, tego nie wiem. Chciałam
Ci po prostu podziękować za wszystko co robiłeś, za to jak kierowałeś drużyną i
to, jakim wspaniałym byłeś człowiekiem. Nigdy nie miałam okazji, by poznać Cię osobiście, ale zmieniłeś wiele w
moim życiu. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wielu ludzi brało z
Ciebie przykład, w tym i ja. Pokazałeś mi jak wiele można zwojować pokorą i
będąc po prostu cichym, spokojnym człowiekiem. Bardzo to w Tobie doceniałam,
ten spokój. To samo mogę zaobserwować u swojej mamy. Mi tego brakuje, jestem
impulsywna i wszystko chciałabym mieć od razu, a tak się nie da. Teraz to wiem,
ale i tak ciągle jestem taka sama i pewnie już tego nie zmienię. Dziękuję Ci za
całe Twoje życie. Wciąż nie jestem pewna, czy to Twoja wola, żebym się tu znalazła.
Wiesz z reguły nie wierzę w rzeczy, których nie da się racjonalnie wyjaśnić,
wybacz. A w końcu dlaczego i,przede wszystkim, jak ktoś taki jak ja miałby
naprawiać wielką FC Barcelonę. Jestem przecież zwykła 16-letnią gówniarą, która
nic jeszcze nie wie o życiu, a o piłce też nie wiele, ale jeśli tego chcesz, to
postaram się na coś przydać. Nie mogę obiecać, że pomogę, ale obiecuję, że
zrobie wszystko co w mojej mocy, cokolwiek by to nie było. W każdym razie
cieszę się, że tu jestem, stoję nad Twoim grobem, mogę Ci podziękować i nawet z
tego, że poryczałam się jak bóbr. Żegnaj i do zobaczenia, bo z pewnością
jeszcze tu wrócę.
Odwróciłąm się i ledwo widząc cokolwiek przez łzy ruszyłam do
wyjścia.
Carlota:
Poszłam na cmentarz odwiedzić mojego ojca. Tak, mojego ojca, który
nie żyje. Zmarł niedawno z powodu nawrotu choroby nowotworowej. Pieprzony rak!
Dalej nie mogę się z tym pogodzić. Bo jak?
Jak można pogodzić się ze śmiercią własnego ojca? I to w tak młodym
wieku, miał jeszcze pół życia przed sobą. Mógł jeszcze tyle zrobić… Albo nie
robić nic, nieważne, ważne żeby był. Dlaczego on? Dlaczego tak wspaniały
człowiek musiał umrzeć? Teraz wszystko się skończyło. Nie wróci na ławkę
trenerską, nie poprowadzi mnie do ołtarza, nie zobaczy debiutu Adri w pierwszej
drużynie, nie pozna moich dzieci… Łzy znowu napłynęły mi do oczu. Od jego
śmierci nie było dnia, w którym bym nie płakała. W końcu doszłam do miejsca
Jego spoczynku, ale tam zobaczyłam jakąś zapłakaną dziewczynę, która stałą i
coś mówiła, jakby do siebie. Dopiero po chwili, gdy do moich uszu doszły
pojedyncze słowa jej monologu zrozumiałam, że „rozmawia” z moim tatą. Musiała
go dobrze znać, ale ja widziałam ją pierwszy raz. Jakoś nie rzuciła mi się w
oczy też na pogrzebie, ale wtedy było mnóstwo ludzi, a ja w zasadzie na nic nie
zwracałam uwagi. Ale teraz mnie dość zaintrygowała, miała coś co przywoływało
mi na myśl mojego tatę, ale gdy się jej dokładnie przyjrzałam stwierdziłam, że
wcale nie była do Niego jakoś bardzo podobna. No, może trochę. Była szczupła,
niska, miała rudawobrązowe włosy i zielone oczy. W mojej głowie zaświtała pewna
myśl, bo przecież tuż przed śmiercią tata chciał nam coś jeszcze powiedzieć,
lecz nie zdążył… Ale nie, to niedorzeczne, z pewnością to nie może być prawda. Przez
ostatnie wydarzenia miałam jakieś takie dziwne pomysły, ale co poradzić bardzo
to przeżyłam. Chciałam w sumie do niej podejść, coś powiedzieć, może się
zapytać skąd znała mojego ojca, ale trochę obawiałam się jej reakcji i tego, co
mogę usłyszeć. Zanim zebrałam się na odwagę dziewczyna odwróciła się i poszła w
przeciwnym kierunku. Chyba nawet mnie nie zauważyła. Westchnęłam i poszłam
przywitać się z tatą.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej J
Pisałam ten rozdział kilka razy i tak w zasadzie to bardziej go
wymęczyłam niż napisałam. Cały czas coś mi w nim nie pasuje, ale już nic nie
potrafię z tym zrobić. Względy techniczne tez tu nie pomogły, bo najpierw
połowa mi się usunęła, potem coś mi się stało z bloggerem… Mam jednak nadzieję,
że nie ma tragedii… Komentarzy też jest mało, ale jakieś są, więc ktoś to
jednak czyta J Bardzo ładnie proszę, jak już jesteście to zostawcie coś po
sobie, bo to bardzo pomaga, naprawdę. J Mundial trwa, Leo czaruje, Argentyna gra ze Szwajcarią, więc
jestem raczej spokojna J Mamy wakacje, trochę smutno, bo żegnałam się z klasą, ale teraz
będę mieć dużo czasu, również na pisanie J
PS. Wiem, że w pewnym momencie
podkreśla na biało, próbowałam, ale naprawdę nie umiem tego zmienić …
Pozdrawiam :*




.jpg)