czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział szósty

Susana:
Byłam z chłopakami na pizzy i muszę przyznać, że świetnie się bawiłam, chociaż trochę wstyd było pokazać się z taką rozwrzeszczaną bandą dużych dzieci w miejscu publicznym. Zabawne, nigdy nie pomyślałabym, że będę się wstydzić swoich idoli. Cóż, życie potrafi być dziwne, ale że ja też do najpoważniejszych i najspokojniejszych osób nie należę, doskonale wpasowałam się w towarzystwo i nie przejmowałam się, że ludzie dziwnie się na nas patrzyli. Jakby tego wszystkiego było mało dostałam od chłopaków wejściówkę na mecz z Atletico o mistrzostwo. Niesamowite! Pójdę na mecz mojej ukochanej drużyny! I to jeszcze na trybunę VIP, no po prostu lepiej być już nie mogło. Już nie mogę się doczekać! To był zdecydowanie najlepszy dzień mojego życia. Marc jako mój najbliższy znajomy z całej piłkarskiej ekipy zaoferował mi podwózkę do domu. Razem z nami zabrał się jeszcze Sergi Roberto, któremu zepsuł się samochód. Całą drogę śpiewalismy piosenki lecące w radiu, co z tego, że śpiewać nie potrafimy? Okropnie fałszowaliśmy i myliliśmy słowa, ale świetnie się przy tym bawiliśmy. Wieczorem poszłam jeszcze z ciocią na zakupy i streściłam jej dzisiejszy dzień. Nie do końca rozróżniała poszczególnych piłkarzy, bo nie interesowała się piłką nożną, ale słuchała uważnie i śmiała się z ich wygłupów. Opowiedziałam jej też o Adrii i pokazałam jego zdjęcia znalezione w internecie. Stwierdziła, że to przystojniak i mam się za niego „brać”. Łatwo jej mówić. Nagle zadzwonił mi telefon, a gdy odebrałam usłyszałam jego głos.
-Cześć, tu Adria.
-Cześć, miło cię słyszeć.- Oj bardzo, bardzo miło.
-Ciebie też. Mam pytanie, nie chciałabyś się przejść do kina?
-Bardzo chętnie, tylko wiesz, jestem już trochę zmęczona, za dużo wrażeń jak na jeden dzień.- Zaśmiałam się.
-Rozumiem? A jutro?
-Jak najbardziej. 16?
-Pasuje. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia. - Rozłączyłam się. – W takim razie chodźmy jeszcze kupić coś ładnego na jutro.- Zwróciłam się do cioci.

Carlota:
Słyszałam jak Adria umawiał się z tą dziewczyną z cmentarza. Susana, tak? No cóż, postanowiłam na razie nic mu nie mówić, nie chciałabym psuć ich relacji. Adria z reguły nie lata za dziewczynami, tylko skupia się na treningach i przyjaciołach, więc musi mieć coś w sobie. Dalej nie jestem pewna, czy dobrze robię, ale to mój kochany brat, nie mogłabym ryzykować skrzywdzenia go, mam tylko nadzieje, że ona tego nie zrobi. Nigdy bym jej nie wybaczyła.

Susana:
Wstałam gdzieś koło 12. Ale się wyspałam, no ale w końcu nie mogę mieć dzisiaj worów pod oczami. Poszłam do kuchni i zjadłam joghurt, myśląc o dzisiejszym spotkaniu. Do tego czasu postanowiłam zrobić sobie taki dzień SPA, żeby się trochę zrelaksować. Z reguły nie miałam z tym problemu, ale z reguły nie chodziłam na randki. Eh, przecież to nawet nie jest randka, tylko wspólne wyjście do kina, a ja głupia robię sobie nadzieję. Nieważne. Na godzinę przed wyjściem zaczęłam się szykować. Ubrałam czarny, krótszy top i bordową spódnicę z wysokim stanem, które kupiłyśmy z ciocią wczoraj. Umalowałam się nieco mocniej niż zazwyczaj, a włosy spięłam w koka. Do tego dobrałam złote dodatki, a na nogi założyłam czarne szpilki. Jeszcze tylko torebka i byłam gotowa. Tak jak się wcześniej umawialiśmy punkt 16 podjechał po mnie Adria na motorze. Jeju, uwielbiam facetów na motorach. Wyglądał obłędnie. Miał na sobie ciemne, proste jeansy i czarną koszulę, która delikatnie opinała jego umięśnione ciało, do tego idealnie ułożone włosy i jego piękny uśmiech.  Czy on może przestać być taki idealny? Na nogach jak z waty podeszłam do niego.

Adria:
Gdy podjechałem pod wskazany adres, ze środka właśnie wychodziła Susana. Wyglądała przepięknie. Króciutka bluzeczka i równie krótka spódniczka, która pokazywała jej piękne, długie nogi. I tak ładnie się do mnie uśmiechała. Przywitaliśmy się, wsiadła na motor i delikatnie, tak jakby nieśmiało objęła mnie rękami w pasie. Nigdy bym nie pomyślał, że Susana jest nieśmiała. Postanowiłem trochę przyspieszyć i wtedy objęła mnie mocniej. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Po kilku minutach byliśmy już pod kinem i zabraliśmy się za wybieranie filmu. Sus zaproponawała „Gwiazd naszych wina”, jakaś kolejna ckliwa, romantyczna historia. Szczerze? Nie lubię takich filmów, ale w tym przypadku chyba im romantyczniej tym lepiej, więc się zgodziłem. Kupiliśmy jeszcze duży popcorn i poszliśmy oglądać. Co prawda częściej patrzyłem na Susanę zafascynowaną oglądaniem niż na ekran, ale co tam. W pewnym momencie zauważyłem w jej oczach łzy, więc delikatnie otoczyłem ją ramieniem. Nie protestowała, a za to na tyle na ile pozwoliły jej krzesła, wtuliła się we mnie. To, to ja rozumiem.

Płakałem, płakałem jak bóbr. Niby od początku było wiadomo, że dziewczyna jest chora na raka, a na tę samą chorobę zmarł mój tata, ale jakos tego nie skojarzyłem i pewnie bym się tym nie przejął, ale w filmie było za duzo podobieństw. Wyleczony rak, nawrót choroby i śmierć? Skądś to znam. Skądś to, kurwa, bardzo dobrze znam.
-Przepraszam, ja… powinnam była pomyśleć, jakoś nie połączyłam faktów… Ale ja jestem głupia!- Mówiła gorączkowo zapłakana i zawstydzona Susana nie patrząc się na mnie, tylko na swoje buty. Ale to nie była jej wina. Nie mogłem się na nia gniewać, przeciez ja też tych faktów nie połączyłem.
-Hej, spokojnie, nic się nie stało.- Przygarnąłem ją do siebie.
-Przepraszam, tak bardzo przepraszam.- Szeptała, a moja koszula była już mokra od jej łez.
-Mówię ci przecież, że nic się nie stało. To nie twoja wina, nie mogłaś wiedzieć, że tak to się skończy.
-Ale samo słowo „rak” powinno dać mi do myślenia. Boże, jestem beznadziejna. Powinieneś być na mnie zły.
- Nie ma powodu, żebym był na ciebie zły. Nie mogę unikać wszystkiego, co kojarzy mi się z tatą, to nie możliwe. Takie rzeczy spotykam na każdym kroku, od piłki po jego ulubione danie, wszystko mi o nim przypomina, po prostu jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłem, nie jest tak łatwo przyzwyczaic się do czyjejś śmierci. Chodź, pójdziemy się przejść?
-Po tym wszystkim chcesz mnie jeszcze widzieć?- Oderwała głowę od mojego torsu i uniosła ją, żeby spojrzeć mi w oczy a przy tym delikatnie się uśmiechnęła. Miała rozmazany cały makijaż, ale dla mnie i tak wygladała pięknie.
-Oj głuptasie, pewnie że chcę.- Również się do niej uśmiechnąłem.
-Cieszę się. To, poczekaj chwilkę, pójdę tylko to z siebie zmyć.- I ruszyła w stronę łazienek. Odwróciła się jeszcze, żeby powiedzieć- I nie mów do mnie głuptasie.- Uśmiechnąłem się szeroko.

Susana:

Spacerowaliśmy z Adrią tymi spokojniejszymi z barcelońskich uliczek. Szłam wtulona w niego, co było chyba jedynym plusem dzisiejszej sytuacji. Bardzo lubię takie filmy, więc po prostu bardzo chciałam go zobaczyć. A tu taka plama. Na przyszłość powinnam myśleć, zanim cos zrobię. Na szczęście, jakimś cudem, Adria się na mnie nie obraził. Teraz szliśmy w ciszy, która była nam po prostu potrzebna, a rozmowa o pogodzie nie wydawała się na miejscu w tej sytuacji. Czuję się okropnie, jestem tu dzięki Tito i w zasadzie dla niego, a nie pomyślałam o nim w tamtym momencie. Swoją drogą, pewnie nie byłby zadowolony z faktu, że zadurzyłam się w jego synu. Zresztą, nieważne, w końcu i tak nie mam u niego szans, więc co za różnica? Po tym wieczorze to już na pewno.

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział piąty

Susana:
Podjechaliśmy pod Ciutat Esportiva.
-No chyba sobie żartujesz!- Wykrzyczałam.
-Nie no, tylko mi nie mów, że nie lubisz piłki…
-Proszę cię, jestem waszą fanką.
-Teraz mi to mówisz? W ogóle nie było po tobie widać…
-Bo nie rzuciłam się na ciebie piszcząc i prosząc o autograf?- Możecie mi wierzyć, że chciałam to zrobić, ale on nie musi o tym wiedzieć.
-Mniej więcej.
-Może po prostu nie jesteś wystarczająco dobry, poczekaj, aż zobaczę Messiego.- Uśmiechnęłam się szeroko.
-Ej no, wiesz ty co? Chyba się obrażę.
-No przestań- powiedziałam przytulając go mocno- przecież żartuje, po prostu nie chciałam się tak zachowywać. No nie mów mi, że to lubisz?
-No pewnie, te piszczące fanki rzucające mi się na szyję… -Popatrzyłam na niego dziwnie. -Żartuję. No, niech będzie, powiedzmy, że się nie gniewam…

Nie mogłam w to uwierzyć, zobaczę trening FC Barcelony na żywo! Taki zamknięty. Ma się to szczęście w życiu. Ewentualnie pomoc z zaświatów, ale to też przecież zalicza się pod szczęście. Siedziałam teraz na trybunie, Marc poszedł się przebrać i mnie tu zostawił. Rozglądałam się dookoła z zaciekawieniem, gdy nagle zobaczyłam chłopaka idącego w moją stronę. Ale był przystojny! Miał brązowe włosy i oczy tego samego koloru, był umięśniony, ładnie opalony i dość wysoki. Kolana się pode mną ugięły. Chwała Bogu, że siedziałam. Uśmiechnął się do mnie, jeśli to w ogóle możliwe, to teraz wyglądał jeszcze lepiej.
-Cześć, Adria jestem.- No tak, przecież to syn Tito, jak mogłam od razu nie skojarzyć.
-Vilanova?- Zapytałam niepewnie, żeby jeszcze nie dać jakiejś plamy, ze mną nigdy nie wiadomo. Pokiwał głową.-  Nie wiem, czy powinnam do tego wracać, ale bardzo mi przykro z powodu twojego ojca. Nagle posmutniał.
-Dzięki, ale faktycznie nie wracajmy już do tego.- Uśmiechnął się lekko. Pewnie, jednak dałam ciała, cała ja. Na szczęście zaraz z powrotem poweselał. Uff.- Ej, ale ty się jeszcze nie przedstawiłaś.
-Susana- odpowiedziałam.
-Miło mi poznać.
-Mi również.
-Więc… co tutaj robisz? Bo chyba nie chodzisz z żadnym z nich?- Wskazał na wchodzących właśnie na murawę piłkarzy. O matko, właśnie mam przed sobą wszystkich swoich idoli. Niesamowite. I rozmawiam z niesamowitym przystojniakiem, powinnam do tego wrócić.
-Haha, nie. Marc mnie tu przyprowadził. I trafił w dziesiątkę, tak się składa, że jestem Cule. A ty?
- No proszę, dziewczyna, która interesuje się piłką nożną, nie spotyka się takich codziennie.- I znów uśmiechnął się tak, że zaparło mi dech w piersi.- A ja? Nie wiem, czy wiesz, ale też trenuję, a tu mam doskonałą okazję coś podpatrzeć.
-Rozumiem.- Też odpowiedziałam mu uśmiechem. Przy nim musiałabym się postarać, żeby tego nie robić. Co tu dużo mówić, szczerzyłam się jak głupi do sera.
-A jeśli można spytać, Marc to twój..?
-Kolega? W zasadzie poznałam go wczoraj.
-Naprawdę? No to musiał cię bardzo polubić, że tak szybko cię tu przyprowadził.
-Mam taką nadzieję, bo też go polubiłam. Znaczy, lubiłam go już wcześniej, ale rozumiesz…
-Rozumiem, rozumiem. –Zaśmiał się.-Oglądamy?
-Po to tu przyszłam.- Przytaknęłam.

Oglądanie treningu było dla mnie niesamowitym przeżyciem, ale też świetną zabawą. Piłkarze strasznie się wygłupiali i nie mogłam powstrzymać śmiechu. Pique próbował ujeżdżać Cesca, niestety zaraz oboje wylądowali na ziemi, Dani Alves postanowił zmienić styl i zamiast salsy próbował tańczyć breakdance, no cóż, z marnym skutkiem,  Neymar z Cristianem odgrywali słynną scenę Titanica, a siedzący przed nimi w roli widza Alexis udawał ogromne wzruszenie. Jakby tego było mało w pewnym momencie Jordi Alba ściągnął Inieście spodenki, a ten gonił go zawzięcie dookoła boiska, ale wywrócił się na nogach leżącego już wcześniej na trawie Gerarda. Biedny Andres. Do tego mój towarzysz co chwila opowiadał mi jakiś kawał czy śmieszną historyjkę, więc brzuch już strasznie bolał mnie ze śmiechu. Po skończonym treningu miałam okazję poznać całą drużynę i to były zdecydowanie najlepsze chwile w moim życiu. Pogadałam z wszystkimi, zrobiłam sobie z każdym zdjęcie, a na koniec dostałam jeszcze od nich koszulkę z autografami. Chcieli mnie przekonać, żebym z nimi coś pokopała, ale jako że kompletnie nie potrafiłam, udało mi się jakoś od tego wymigać. Miałam szczęście, że byli już zmęczeni treningiem, na którym praktycznie tylko się wygłupiali, więc pewnie wymęczyły ich bardziej te ich pomysły niż same ćwiczenia, no ale cóż, to jest właśnie FC Barcelona. Postanowili iść coś zjeść i zabrać mnie ze sobą. Jakoś specjalnie nie protestowałam.
 -Ej, młody, idziesz z nami?- Zawołał Marc do Adrii, który wciąż siedział na trybunach przyglądając się nam z komórką w ręce.
-Nie dzięki, Charlota po mnie przyjeżdża- pomachał telefonem- ale może innym razem.
-Okej, to my idziemy. Do zobaczenia.
-Pa.
Pomachałam mu i ruszyłam za resztą, jednak nagle poczułam dłoń na ramieniu.
-Ej czekaj, mogę dostać twój numer? Moglibyśmy się jeszcze kiedyś spotkać.
-Pewnie, żaden problem.- Wstukałam kilka cyfr na jego telefonie.
-Dzięki, to do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- Uśmiechnęłam się i poszłam.

Adria:
Ten trening różnił się od innych, dzisiaj poznałem Susanę, niesamowita dziewczyna. Uśmiechnięty kroczyłem w stronę auta, niby szkoda, że nie poszedłem teraz z nimi, mógłbym z nią spędzić trochę więcej czasu, ale wcześniej napisałem już do siostry. Poza tym mam jej numer, więc mam nadzieję, że uda mi się jakoś z nią umówić.

Carlota:
Czekałam w aucie na brata, bo prosił żebym odebrała go po treningu pierwszej drużyny, który oglądał. Nagle z głównych drzwi wyszli piłkarze, pewnie idą coś zjeść, jak zwykle zresztą. Wszystko jak zazwyczaj, ale w pewnym momencie wśród nich zobaczyłam młodą dziewczynę i… osłupiałam. To  była ta sama dziewczyna, którą widziałam nad grobem mojego ojca. Co ona tu robiła? Coraz bardziej mnie to zastanawiało. Do środka wszedł mój brat i był w bardzo dobrym humorze.
-Hej.-Przywitał się.
-No hej, a co ty taki wesoły co?
-A tak jakoś…
-Tak, tak, możesz mi nic nie mówić, ale i tak się dowiem. Widzisz tę dziewczynę pomiędzy piłkarzami? -Zapytałam.

-A tak, to Susana, poznałem ją dzisiaj na treningu. Świetna dziewczyna, z poczuciem humoru i do tego zna się na piłce.-Czyli ją polubił, nie wiem czy to dobrze, czy źle. Już sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.- Do tego jest taka ładna, eh, pewnie ma już chłopaka…- Aha, więc mu się podoba. Świetnie. Ale z drugiej strony, to że coś sobie ubzdurałam, to nie znaczy że tak jest, prawda? A tak to nic do niej nie mam, bo nawet jej nie znam. W każdym razie, nie mogłam odnaleźć się w tej sytuacji. Zastanawiałam się, czy powiedzieć Adrii o tym, że widziałam ją nad grobem taty. Jeśli ona się mu podoba może powinien wiedzieć, ale z drugiej strony to nie musi mieć większego znaczenia, a tylko popsuć ich relacje. Albo może powiedzieć mu o moich przemyśleniach, bo gdyby okazały się prawdziwe… Lepiej, żeby wiedział wcześniej, ale przecież mogłam się mylić. Już nie miałam pojęcia, co robić…
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Hej :)
Bardzo ładnie dziękuje za wszystkie komentarze, bardzo się cieszę, że się wam podoba i jeszcze ładniej proszę o więcej. :)
Pozdrawiam :*

środa, 9 lipca 2014

Rozdział czwarty

Susana:
Wizyta  na cmentarzu trochę mnie przybiła, ale również dodała mi jakiejś takiej siły do działania.. Tak jakby Tito przekazywał mi swoją energię do kontynuowania mojej „misji” utwierdzając mnie w przekonaniu, że jest ze mną i mnie wspiera. Zastanawiałam się co teraz powinnam zrobić. Nagle zobaczyłam Marca Bartrę! Znaczy tak mi się wydawało, bo miał Ray Bany na oczach, więc mógł to być ktoś po prostu do niego podobny. Ale na serio bardzo podobny. Tak czy inaczej istniała szansa, że to jednak on. A taka okazja może się już nie powtórzyć. Ale oczywiście, że nie chodziło mi o to, że to mój ulubiony piłkarz i bardzo, bardzo chciałam go poznać. Przecież muszę jakoś dostać się do drużyny, jeśli chcę jej pomóc, prawda? Postanowiłam działać. Z powodu chwilowego zaćmienia mózgu spowodowanego nagłym przypływem emocji (a przynajmniej ja to tak sobie tłumaczyłam), nie wymyśliłam nic lepszego niż „przypadkowe” wpadniecie na jego osobę. Niestety, nie zauważyłam kubka z kawą w jego ręku i tak właśnie leżałam obolała na ziemi cała w tym płynie przed moim idolem. Super. Przynajmniej nie była gorąca, zawsze coś, jeszcze tylko poparzenia mi brakowało.  Do tego pewnie zrobiłam z siebie idiotkę. Ale czego się nie robi dla ukochanego klubu, prawda? No więc, poświęciłam swoją ulubioną bluzkę w słusznej sprawie. No i mam okazję poznać Marca. Zobaczyłam przed sobą dłoń. Niesamowitą dłoń. Dobra, przesadzam. Dłoń jak dłoń. Tyle, że jego. Bez wahania ją chwyciłam i już po chwili stałam  na nogach patrząc na jedną z najpiękniejszych twarzy jakie kiedykolwiek widziałam. Nie, w tym akurat nie ma ani trochę przesady.
-Jeju, przepraszam. Nie wiem jak to się stało, zagapiłem się. Nic ci nie jest?- Usłyszałam.
-Nie, jest okej. Tylko…- wskazałam na swoje ubranie.- W każdym razie nic się nie stało, to ja nie patrzyłam.
-Marc.- Wyciągnął do mnie rękę.
-Susana, miło mi.                             
-Mi też, szkoda tylko, że poznaliśmy się w takich okolicznościach. Jesteś cała mokra, trzeba coś tym zrobić.
-Wrócę do siebie i się przebiorę żaden problem, naprawdę.
-A jak tam dojdziesz, to daleko?
-No, w Barcelonie. Pojadę autobusem, tak jak przyjechałam.
-Chyba sobie żartujesz, nie ma mowy. Też tam jadę, podwiozę cię.
-Ale nie trzeba…
-Chodź.-Przerwał mi. Nie żebym miała coś przeciwko, więc posłusznie poszłam za nim do samochodu.
Marc:
Zabrałem Susanę do Barcelony. To naprawdę świetna dziewczyna, super nam się gadało, miała podobne do mnie poczucie humoru. Ogólnie sprawiała wrażenie osoby bardzo wesołej, otwartej i trochę roztrzepanej. Zastanawiało mnie tylko jedno, bo wyglądała na nastolatkę, nie wiem czy była pełnoletnia, ale przecież jej nie zapytam, bo mogłaby się obrazić lub mnie źle zrozumieć. Zresztą, co za różnica. Moje przemyślenia przerwała siedząca obok dziewczyna mówiąc, że jesteśmy już na miejscu. Zatrzymaliśmy się pod ładnie prezentującym się blokiem w Barcelonecie. Wjechaliśmy na 5 piętro, Susana wytłumaczyła mi, że przyjechała do cioci, której teraz akurat nie było, bo pracowała.
-Wielkie dzięki za podwózkę.-Usłyszałem.
-Nie ma za co, w końcu to moja wina, że nie mogłaś wracać normalnie.
-Oj już przestań, jakbym uważała i patrzyła gdzie idę, nie byłoby problemu.- Bardzo ją polubiłem, więc nie mogłem pozwolić, żeby nasza znajomość od tak się skończyła. Myśl Marc, myśl.
-A może, tak w ramach przeprosin dałabyś się zaprosić na kawę?
-Już mówiłam, nie ma za co przepraszać.- Kurde, czyli nie chce się spotkać… Może faktycznie jestem dla niej jak dziadek. Albo nie przypadłem jej do gustu.- Ale bardzo chętnie, tylko może nie na kawę.- Zaśmiała się jeszcze raz wskazując na swoje ubranie, a ja razem z nią. Wcześniej staliśmy w drzwiach, więc weszliśmy do środka. Muszę przyznać, że jej ciotka miała bardzo ładne mieszkanie. Susana zaprowadziła mnie do „swojego” pokoju, który był strasznie dziewczęcy, cały w bieli, z ogromnym łóżkiem. Moja nowa znajoma wzięła z walizki ubrania i skierowała się chyba do łazienki, a mi kazała na siebie poczekać. Usadowiłem się na łóżku, co jak co, ale wygodne to było.
Susana:
Weszłam do łazienki i od razu schlapałam się zimną wodą. Musiałam ochłonąć. Poznałam Marca Bartrę! Mojego absolutnie ulubionego piłkarza. W rzeczywistości, jako osoba, również okazał się wspaniały, to niesamowicie pozytywny człowiek. Bardzo go polubiłam. A co najlepsze, mam wrażenie, że on mnie też. I sam zaproponował jakiś wspólny wypad, niby że w ramach przeprosin, ale nie ważne. Wyręczył mnie i nie muszę już kombinować. Normalnie jak jakiś rycerz na białym koniu . Przyjrzałam się sobie w lustrze. Boże, wyglądałam okropnie. Ściągnęłam z siebie brudne ubrania, ciekawe czy da się to wyprać. Całą się lepiłam, więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Od razu lepiej. Założyłam na siebie krótką, malinową sukienkę i sandałki na koturnach. Zrobiłam delikatny makijaż i podkręciłam włosy. Teraz mogłam się pokazać. Wchodząc do pokoju zastałam piłkarza rozłożonego na moim łóżku.
-Nie za wygodnie ci?- Zaśmiałam się.
-No w końcu. Dłużej się nie dało? Co miałem robić?
-Dobra, dobra. Musiałam się umyć. Przez kogoś byłam cała lepka od kawy.
-Oj, już mi nie wypominaj.
-Żartuje przecież. Idziemy?
-No idziemy, tylko gdzie?
-Hmm… mam ochotę na jakieś lody.
-Co masz na myśli?- Marc zabawnie poruszył brwiami.
- Marc!- Trzepnęłam go w ramię. I czułam, że się rumienię.

Spędziłam bardzo miłe popołudnie, naprawdę złapałam z Marciem świetny kontakt. Po lodach poszliśmy jeszcze na spacer uliczkami Barcelony, a na końcu siedzieliśmy na plaży. Pewnie już wspominałam, ale to miasto jest niesamowite! Do domu wróciłam późno, ciocia już była, więc oczywiście musiałam jej wszystko opowiedzieć. Bardzo się ucieszyła, bo wiedziała, że jestem zapaloną kibicką. Położyłam się, ale chociaż jestem wykończona, to chyba dzisiaj nie zasnę, za dużo emocji. Leżałam z zamkniętymi oczami i usłyszałam dźwięk sms-a. Od Marca. „Dziękuję za miły dzień :* Mam dla ciebie niespodziankę, będę o 10 i gdzieś cię zabiorę J”. Wow, chyba naprawdę mnie polubił. Ciekawe, gdzie chce mnie zabrać? Już nie mogę się doczekać.

Chociaż nie zmrużyłam oka przez praktycznie całą noc wstałam pełna energii. Musiałam się przygotować. Nie wiedziałam, gdzie Marc mnie zabiera, więc postawiłam na letnią sukienkę w kwiatki, różowe sandałki i dużą, beżową shopperkę, do której włożyłam wszystkie potrzebne rzeczy. Umalowałam się jeszcze, nałożyłam okulary i kilka minut przed czasem byłam już byłam gotowa. Przez okno zobaczyłam jego audi na parkingu. Poczekałam aż Marc zadzwoni do drzwi, co zrobił jakieś 3 minuty później troszeczkę zdyszany, czyli wchodził tu po schodach. A raczej wbiegał. Ten to ma kondycję.
-Cześć- przywitał się i cmoknął mnie w policzek, o matko, trzymajcie mnie dostałam buziaka od Marca Bartry!
-Hej
-A teraz chodź porywam cię.
-Mogę wiedzieć gdzie?- Zamknęłam za sobą drzwi na klucz.
-Wtedy nie byłoby niespodzianki- uśmiechnął się szeroko.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Hej :)
Trochę mi zeszło z tym rozdziałem dłużej niż się spodziewałam, ale nie jest źle :) Miałam taką niezbyt ciekawą sytuację z przyjęciem do szkoły, no a bardziej klasy i tak trochę byłam zrezygnowana, ale zebrałam się w sobie i udało się to skończyć, mam nadzieję, że chociaż się wam podoba, bo mi tak średnio. Ostatnio (no dobra drugiego to nie tak całkiem ostatnio :D) miałam też urodziny i byłoby mi bardzo miło jakby pojawiło się troszkę więcej komentarzy, naprawdę każdy jeden mnie niesamowicie cieszy i bardzo motywuje :). Nie mam słów jeśli chodzi o wczorajszy mecz, biedna Brazylia, nie pozostaje mi teraz nic innego jak trzymać mocno kciuki za Argentynę.
Ps. Coś nie mogłam się dopasować z kolorem czcionki, mam nadzieję, że już wszystkim czyta się dobrze :)
Pozdrawiam :*