Susana:
Byłam z
chłopakami na pizzy i muszę przyznać, że świetnie się bawiłam, chociaż trochę
wstyd było pokazać się z taką rozwrzeszczaną bandą dużych dzieci w miejscu
publicznym. Zabawne, nigdy nie pomyślałabym, że będę się wstydzić swoich idoli.
Cóż, życie potrafi być dziwne, ale że ja też do najpoważniejszych i
najspokojniejszych osób nie należę, doskonale wpasowałam się w towarzystwo i
nie przejmowałam się, że ludzie dziwnie się na nas patrzyli. Jakby tego
wszystkiego było mało dostałam od chłopaków wejściówkę na mecz z Atletico o
mistrzostwo. Niesamowite! Pójdę na mecz mojej ukochanej drużyny! I to jeszcze
na trybunę VIP, no po prostu lepiej być już nie mogło. Już nie mogę się
doczekać! To był zdecydowanie najlepszy dzień mojego życia. Marc jako mój najbliższy
znajomy z całej piłkarskiej ekipy zaoferował mi podwózkę do domu. Razem z nami
zabrał się jeszcze Sergi Roberto, któremu zepsuł się samochód. Całą drogę
śpiewalismy piosenki lecące w radiu, co z tego, że śpiewać nie potrafimy?
Okropnie fałszowaliśmy i myliliśmy słowa, ale świetnie się przy tym bawiliśmy.
Wieczorem poszłam jeszcze z ciocią na zakupy i streściłam jej dzisiejszy dzień.
Nie do końca rozróżniała poszczególnych piłkarzy, bo nie interesowała się piłką
nożną, ale słuchała uważnie i śmiała się z ich wygłupów. Opowiedziałam jej też
o Adrii i pokazałam jego zdjęcia znalezione w internecie. Stwierdziła, że to
przystojniak i mam się za niego „brać”. Łatwo jej mówić. Nagle zadzwonił mi
telefon, a gdy odebrałam usłyszałam jego głos.
-Cześć, tu
Adria.
-Cześć, miło
cię słyszeć.- Oj bardzo, bardzo miło.
-Ciebie też.
Mam pytanie, nie chciałabyś się przejść do kina?
-Bardzo
chętnie, tylko wiesz, jestem już trochę zmęczona, za dużo wrażeń jak na jeden
dzień.- Zaśmiałam się.
-Rozumiem? A
jutro?
-Jak
najbardziej. 16?
-Pasuje. To
do zobaczenia.
-Do zobaczenia. - Rozłączyłam się. – W takim razie chodźmy
jeszcze kupić coś ładnego na jutro.- Zwróciłam się do cioci.
Carlota:
Słyszałam jak Adria umawiał się z tą dziewczyną z cmentarza.
Susana, tak? No cóż, postanowiłam na razie nic mu nie mówić, nie chciałabym
psuć ich relacji. Adria z reguły nie lata za dziewczynami, tylko skupia się na
treningach i przyjaciołach, więc musi mieć coś w sobie. Dalej nie jestem pewna,
czy dobrze robię, ale to mój kochany brat, nie mogłabym ryzykować skrzywdzenia
go, mam tylko nadzieje, że ona tego nie zrobi. Nigdy bym jej nie wybaczyła.
Susana:
Wstałam gdzieś koło 12. Ale się wyspałam, no ale w końcu nie
mogę mieć dzisiaj worów pod oczami. Poszłam do kuchni i zjadłam joghurt, myśląc
o dzisiejszym spotkaniu. Do tego czasu postanowiłam zrobić sobie taki dzień
SPA, żeby się trochę zrelaksować. Z reguły nie miałam z tym problemu, ale z
reguły nie chodziłam na randki. Eh, przecież to nawet nie jest randka, tylko
wspólne wyjście do kina, a ja głupia robię sobie nadzieję. Nieważne. Na godzinę
przed wyjściem zaczęłam się szykować. Ubrałam czarny, krótszy top i bordową
spódnicę z wysokim stanem, które kupiłyśmy z ciocią wczoraj. Umalowałam się
nieco mocniej niż zazwyczaj, a włosy spięłam w koka. Do tego dobrałam złote
dodatki, a na nogi założyłam czarne szpilki. Jeszcze tylko torebka i byłam
gotowa. Tak jak się wcześniej umawialiśmy punkt 16 podjechał po mnie Adria na
motorze. Jeju, uwielbiam facetów na motorach. Wyglądał obłędnie. Miał na sobie
ciemne, proste jeansy i czarną koszulę, która delikatnie opinała jego
umięśnione ciało, do tego idealnie ułożone włosy i jego piękny uśmiech. Czy on może przestać być taki idealny? Na
nogach jak z waty podeszłam do niego.
Adria:
Gdy podjechałem pod wskazany adres, ze środka właśnie
wychodziła Susana. Wyglądała przepięknie. Króciutka bluzeczka i równie krótka
spódniczka, która pokazywała jej piękne, długie nogi. I tak ładnie się do mnie
uśmiechała. Przywitaliśmy się, wsiadła na motor i delikatnie, tak jakby
nieśmiało objęła mnie rękami w pasie. Nigdy bym nie pomyślał, że Susana jest
nieśmiała. Postanowiłem trochę przyspieszyć i wtedy objęła mnie mocniej.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Po kilku minutach byliśmy już pod kinem i
zabraliśmy się za wybieranie filmu. Sus zaproponawała „Gwiazd naszych wina”,
jakaś kolejna ckliwa, romantyczna historia. Szczerze? Nie lubię takich filmów,
ale w tym przypadku chyba im romantyczniej tym lepiej, więc się zgodziłem.
Kupiliśmy jeszcze duży popcorn i poszliśmy oglądać. Co prawda częściej
patrzyłem na Susanę zafascynowaną oglądaniem niż na ekran, ale co tam. W pewnym
momencie zauważyłem w jej oczach łzy, więc delikatnie otoczyłem ją ramieniem.
Nie protestowała, a za to na tyle na ile pozwoliły jej krzesła, wtuliła się we
mnie. To, to ja rozumiem.
Płakałem,
płakałem jak bóbr. Niby od początku było wiadomo, że dziewczyna jest chora na
raka, a na tę samą chorobę zmarł mój tata, ale jakos tego nie skojarzyłem i
pewnie bym się tym nie przejął, ale w filmie było za duzo podobieństw.
Wyleczony rak, nawrót choroby i śmierć? Skądś to znam. Skądś to, kurwa, bardzo
dobrze znam.
-Przepraszam,
ja… powinnam była pomyśleć, jakoś nie połączyłam faktów… Ale ja jestem głupia!-
Mówiła gorączkowo zapłakana i zawstydzona Susana nie patrząc się na mnie, tylko
na swoje buty. Ale to nie była jej wina. Nie mogłem się na nia gniewać,
przeciez ja też tych faktów nie połączyłem.
-Hej,
spokojnie, nic się nie stało.- Przygarnąłem ją do siebie.
-Przepraszam,
tak bardzo przepraszam.- Szeptała, a moja koszula była już mokra od jej łez.
-Mówię ci
przecież, że nic się nie stało. To nie twoja wina, nie mogłaś wiedzieć, że tak
to się skończy.
-Ale samo
słowo „rak” powinno dać mi do myślenia. Boże, jestem beznadziejna. Powinieneś
być na mnie zły.
- Nie ma
powodu, żebym był na ciebie zły. Nie mogę unikać wszystkiego, co kojarzy mi się
z tatą, to nie możliwe. Takie rzeczy spotykam na każdym kroku, od piłki po jego
ulubione danie, wszystko mi o nim przypomina, po prostu jeszcze się do tego nie
przyzwyczaiłem, nie jest tak łatwo przyzwyczaic się do czyjejś śmierci. Chodź,
pójdziemy się przejść?
-Po tym
wszystkim chcesz mnie jeszcze widzieć?- Oderwała głowę od mojego torsu i
uniosła ją, żeby spojrzeć mi w oczy a przy tym delikatnie się uśmiechnęła.
Miała rozmazany cały makijaż, ale dla mnie i tak wygladała pięknie.
-Oj
głuptasie, pewnie że chcę.- Również się do niej uśmiechnąłem.
-Cieszę się.
To, poczekaj chwilkę, pójdę tylko to z siebie zmyć.- I ruszyła w stronę
łazienek. Odwróciła się jeszcze, żeby powiedzieć- I nie mów do mnie głuptasie.-
Uśmiechnąłem się szeroko.
Susana:
Spacerowaliśmy z Adrią tymi spokojniejszymi z barcelońskich
uliczek. Szłam wtulona w niego, co było chyba jedynym plusem dzisiejszej
sytuacji. Bardzo lubię takie filmy, więc po prostu bardzo chciałam go zobaczyć.
A tu taka plama. Na przyszłość powinnam myśleć, zanim cos zrobię. Na szczęście,
jakimś cudem, Adria się na mnie nie obraził. Teraz szliśmy w ciszy, która była
nam po prostu potrzebna, a rozmowa o pogodzie nie wydawała się na miejscu w tej
sytuacji. Czuję się okropnie, jestem tu dzięki Tito i w zasadzie dla niego, a
nie pomyślałam o nim w tamtym momencie. Swoją drogą, pewnie nie byłby
zadowolony z faktu, że zadurzyłam się w jego synu. Zresztą, nieważne, w końcu i
tak nie mam u niego szans, więc co za różnica? Po tym wieczorze to już na pewno.