poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział drugi

Susana:
Dzisiaj lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie, ale nareszcie dobiegły końca. Szłam właśnie z Niną do jej domu. Rozmawiałyśmy o naszych codziennych sprawach i dużo się śmiałyśmy, tyle że ja z tyłu głowy cały czas miałam moją historię, którą chciałam jej w końcu dzisiaj opowiedzieć. Ale z tym postanowiłam poczekać aż będziemy same. Moja przyjaciółka mieszkała dość blisko szkoły, więc po kilkunastu minutach byłyśmy już  na miejscu. Rozsiadłyśmy się w ogrodzie i zebrałam się w sobie.
-Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć…- zaczęłam, a potem streściłam jej wydarzenia z tej dość pamiętnej nocy.

Nina:

Słuchałam opowieści Sus z zapartym tchem. Od dawna fascynowały mnie zjawiska paranormalne i nawet sama kilka razy miałam z takowymi do czynienia, ale to co jej się przydarzyło było naprawdę niesamowite. To była dopiero historia! Czy zastanawiałam się, czy to prawda? Może trochę, na początku myślałam, że sobie ze mnie żartuje, bo zawsze się ze mnie wyśmiewała, że wierzę w takie rzeczy, a było to możliwe, gdyż była całkiem niezła aktorką. Jednak znałam ją już bardzo długo i bardzo dobrze, żeby zauważyć jej przejęcie, które z pewnością nie było udawane. W zasadzie mogłam się z nią podroczyć i poudawać, że jej nie wierzę, tak jak ona nie wierzyła mi, gdy opowiadałam jej np. że widziałam jakąś białą postać na strychu, czy słyszałam w nocy kroki, kiedy wszyscy spali. Wiedziałam jednak ile ją, zawsze racjonalnie myślącą i wszystko dokładnie analizującą pod każdym możliwym względem kosztowało przyznanie się do przekonania, że rozmawiała z duchem, szczególnie, że zawsze mówiła, że to straszna głupota. Oj, bardzo nie lubiła przyznawać się do winy. Najzwyczajniej w świecie nie miałam serca się z nią droczyć.
-Więc… co zamierzasz z tym zrobić?- Zapytałam po prostu.
-Wierzysz mi?- Przytaknęłam. –Tak właśnie miałam nadzieję, że kto jak kto, ale ty możesz mi uwierzyć. A ja się zawsze z ciebie śmiałam, przepraszam.
-Hej, nic się nie stało. Nie robiłaś tego, żeby mnie zranić, po prostu byłaś przekonana, że masz rację, jak to zresztą zwykle z tobą bywa.-Uśmiechnęłam się szeroko i po chwili poczułam jak lekko uderza mnie w ramię.
-Ej! To ja ci się tu zwierzam,  przepraszam, a ty się ze mnie śmiejesz? No wiesz co?
-Taki mały rewanż.-Mrugnęłam do niej.
-No hahaha. Zabawne.
-Bardzo. A tak na serio, zamierzasz tam jechać?
-Dużo o tym myślałam i stwierdziłam, że bardzo bym chciała. Nawet jeśli ta cała akcja z Tito Vilanovą nie jest prawdziwa, to przynajmniej zobaczę Barcelonę i odwiedzę ciocię Maite.
-No tak masz rację, kiedy chcesz wyjechać?
-Nie rozmawiałam jeszcze na ten temat z mamą, nie wiem czy w ogóle mnie tam puści. Ale im szybciej tym lepiej. I chciałabym tam zostać już na całe wakacje.- Świetnie, miałyśmy je spędzić razem. Zrobiło mi się smutno, że tak o tym zapomniała. Okej, wierzyłam jej i zdawałam sobie sprawę, że to dość skomplikowana sytuacja, ale czy tak zachowuje się przyjaciółka?- I tak sobie pomyślałam…- kontynuowała- może wybrałabyś się ze mną?
No dobra, przyznaję, trochę za szybko zaczęłam się rzucać. Dobrze, że tylko w myślach. Jej propozycja była świetna, ja też zawsze chciałam zobaczyć Barcelonę. Co prawda, nie z tych powodów co Sus, gdyż nigdy nie interesowała mnie piłka nożna. Nie jej jakoś bardzo nie lubię, ale też mnie nie zachwyca. No ale, come on, Barcelona to Barcelona, nie trzeba być kibicem piłkarskim, żeby mieć z milion powodów by tam pojechać. No więc tak, byłoby wspaniale, ale już widzę jak moi „kochani” rodzice mnie puszczają. Tsa… na pewno. Moja przyjaciółka tego nie rozumiała, bo jej mama jej praktycznie na wszystko pozwalała, a u mnie? Same zakazy i nakazy. Nienawidziłam tej strasznej kontroli. Do jasnej cholery, mam już 16 lat, nie 6! Uspokoiłam się i odpowiedziałam koleżance.
- Wiesz, bardzo bym chciała, ale przecież sama wiesz jak jest, rodzice mnie nie puszczą…
-Dobra, nie mów tu o rodzicach, ja też jeszcze nie wiem, czy pojadę.
-Ale u ciebie jest inaczej.
-Nie przesadzaj, jeszcze mamy czas, żeby to wszystko załatwić.

Susana:
Nadszedł czas na rozmowę z moją mamą. Nie miałam co prawda pewności, czy pozwoli mi jechać, bo przecież jeszcze nie skończył się rok szkolny, ale miałam nadzieję, że jednak nie będzie robić większych problemów. Moja mama nazywała się Ana Martinez Lopez, mieszkałyśmy razem w Saragossie, same, bo ojca nigdy nie miałam, a mama nie wiedziała nawet kto nim był. Nie miałam jej tego jednak za złe, bo w końcu to nie jej wina. Była młoda, pijana i nawet gdyby bardzo chciała nie miała jak go znaleźć, bo w ogóle go nie pamiętała, więc ja też nie próbowałam. Wszystko zdarzyło po tym jak w wypadku zginęli jej rodzice a moi dziadkowie. Przeżywała wtedy załamanie nerwowe, codziennie chodziła do klubów, piła, imprezowała żeby zapomnieć. I tak pewnego dnia zauważyła, że spóźnia jej się okres i okazało się, że mam przyjść na świat. Ale nie było ważne, czy byłam planowana, bo wiem, że byłam chciana. Chociaż miała wtedy dopiero 19 lat, całe życie i karierę przed sobą, w którym dziecko mogło jej przeszkadzać,  to jak mówiła, nawet nie pomyślała, żeby mnie oddać. Jest właśnie taką troskliwą, dobrą osobą. Bardzo ją kocham. Mamy naprawdę świetne relacje, nie jeden może mi pozazdrościć tak wspaniałej mamy. Traktujemy siebie trochę tak po przyjacielsku, zawsze mogę się jej zwierzyć i wiem, że mnie nie potępi, tylko będzie starała się pomóc. A ona może zwierzyć się mi. Mimo takiej swobody nie jestem jakąś rozpieszczoną jedynaczką. Zostałam wspaniale wychowana, może nie przez ciągłe zakazy i surową dyscyplinę, ale dzięki wspaniałemu przykładowi jaki daje mi moja mama. To chyba zdecydowanie lepsze. Staram się być jak ona i wiem, że dzięki temu jestem dobrą osobą. Chociaż z charakteru bardziej przypominam moją ciocię Maite, młodszą o rok siostrę mamy, która w przeciwieństwie do niej jest bardzo żywiołowa, trochę pyskata i czasami roztrzepana. Zanim wyjechała do Barcelony byłyśmy ze sobą bardzo zgrane, wszystkie trzy. W zasadzie dalej jesteśmy, tyle że rzadko się widujemy, dlatego też byłoby świetnie gdybym mogła do niej pojechać, bo naprawdę bardzo się stęskniłam.
Porozmawiałam z mamą o swoich planach i, tak jak się spodziewałam, nie robiła większych problemów. Jako, że miałam dobre oceny i nie musiałam już nic poprawiać pozwoliła mi jechać nawet w tym tygodniu. Nawet nie spodziewałam się aż tak dobrej reakcji. Dzięki mamo! Normalnie cię uwielbiam! Zadzwoniłam do cioci, by poinformować ją, że przyjeżdżam. Ucieszyła się, bo dawno się nie widziałyśmy i stwierdziła, że „już leci mi wszystko szykować”. Trochę się boję. Ale nie mogę się doczekać. JADĘ DO BARCELONY!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Hej J
Wiem, że w tym rozdziale się nic nie dzieje, więc pewnie jest trochę nudny, ale chciałam jakoś przybliżyć sytuację bohaterki J Dziękuje za komentarze i mam prośbę, żeby każdy kto to czyta coś po sobie zostawił. Rozumiem, że może się nie chcieć, ale jakieś jedno, dwa słowa chyba nie będą wielkim problemem J Jak się nie podoba, to też się nie krępujcie, ja się nie obrażam, a przynajmniej wiem co zmienić J
Dalej nie mogę się pogodzić, że Hiszpania odpadła z mundialu, ale cóż mogę zrobić, żyje się dalej. Teraz trzymam kciuki za Argentynę, która też, delikatnie mówiąc, nie powala, ale jeszcze mogą się poprawić, nie? Mam nadzieję J

Pozdrawiam :*

4 komentarze:

  1. Cudowny <3
    Świetnie piszesz :)
    Gdybyś tylko mogła zmienić kolor czcionki, bo na komórce bardzo ciężko się czyta ;/
    Te relacje z mamą *.* pozazdrościć :)
    No i jedzie do Barcelony! <3
    Czekam na nn ;*
    Zapraszam na nowy u mnie
    http://zaczac-swoje-zycie-od-nowa.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam za jednym zamachem od razu dwa rozdziały i bardzo mnie zaciekawiło. Wyjazd do Barcelony, ach... *.*
    Będę wdzięczna, jeśli będziesz mnie informować o nn.
    Pozdrawiam :")

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na rozwinięcie akcji w Barcelonie :D

    Pozdrawiam,
    Ana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za spam :/ Ale dodałam nowy rozdział na http://seebeneath-yourbeautiful.blogspot.com/ :)

      Usuń