Susana:
Dzisiaj
lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie, ale nareszcie dobiegły końca. Szłam
właśnie z Niną do jej domu. Rozmawiałyśmy o naszych codziennych sprawach i dużo
się śmiałyśmy, tyle że ja z tyłu głowy cały czas miałam moją historię, którą
chciałam jej w końcu dzisiaj opowiedzieć. Ale z tym postanowiłam poczekać aż
będziemy same. Moja przyjaciółka mieszkała dość blisko szkoły, więc po
kilkunastu minutach byłyśmy już na
miejscu. Rozsiadłyśmy się w ogrodzie i zebrałam się w sobie.
-Słuchaj,
muszę ci coś powiedzieć…- zaczęłam, a potem streściłam jej wydarzenia z tej
dość pamiętnej nocy.
Nina:
Słuchałam
opowieści Sus z zapartym tchem. Od dawna fascynowały mnie zjawiska paranormalne
i nawet sama kilka razy miałam z takowymi do czynienia, ale to co jej się
przydarzyło było naprawdę niesamowite. To była dopiero historia! Czy
zastanawiałam się, czy to prawda? Może trochę, na początku myślałam, że sobie
ze mnie żartuje, bo zawsze się ze mnie wyśmiewała, że wierzę w takie rzeczy, a
było to możliwe, gdyż była całkiem niezła aktorką. Jednak znałam ją już bardzo
długo i bardzo dobrze, żeby zauważyć jej przejęcie, które z pewnością nie było
udawane. W zasadzie mogłam się z nią podroczyć i poudawać, że jej nie wierzę,
tak jak ona nie wierzyła mi, gdy opowiadałam jej np. że widziałam jakąś białą
postać na strychu, czy słyszałam w nocy kroki, kiedy wszyscy spali. Wiedziałam
jednak ile ją, zawsze racjonalnie myślącą i wszystko dokładnie analizującą pod
każdym możliwym względem kosztowało przyznanie się do przekonania, że
rozmawiała z duchem, szczególnie, że zawsze mówiła, że to straszna głupota. Oj,
bardzo nie lubiła przyznawać się do winy. Najzwyczajniej w świecie nie miałam
serca się z nią droczyć.
-Więc… co
zamierzasz z tym zrobić?- Zapytałam po prostu.
-Wierzysz mi?-
Przytaknęłam. –Tak właśnie miałam nadzieję, że kto jak kto, ale ty możesz mi
uwierzyć. A ja się zawsze z ciebie śmiałam, przepraszam.
-Hej, nic
się nie stało. Nie robiłaś tego, żeby mnie zranić, po prostu byłaś przekonana,
że masz rację, jak to zresztą zwykle z tobą bywa.-Uśmiechnęłam się szeroko i po
chwili poczułam jak lekko uderza mnie w ramię.
-Ej! To ja
ci się tu zwierzam, przepraszam, a ty
się ze mnie śmiejesz? No wiesz co?
-Taki mały
rewanż.-Mrugnęłam do niej.
-No hahaha.
Zabawne.
-Bardzo. A
tak na serio, zamierzasz tam jechać?
-Dużo o tym
myślałam i stwierdziłam, że bardzo bym chciała. Nawet jeśli ta cała akcja z
Tito Vilanovą nie jest prawdziwa, to przynajmniej zobaczę Barcelonę i odwiedzę
ciocię Maite.
-No tak masz
rację, kiedy chcesz wyjechać?
-Nie
rozmawiałam jeszcze na ten temat z mamą, nie wiem czy w ogóle mnie tam puści.
Ale im szybciej tym lepiej. I chciałabym tam zostać już na całe wakacje.-
Świetnie, miałyśmy je spędzić razem. Zrobiło mi się smutno, że tak o tym
zapomniała. Okej, wierzyłam jej i zdawałam sobie sprawę, że to dość
skomplikowana sytuacja, ale czy tak zachowuje się przyjaciółka?- I tak sobie
pomyślałam…- kontynuowała- może wybrałabyś się ze mną?
No dobra,
przyznaję, trochę za szybko zaczęłam się rzucać. Dobrze, że tylko w myślach.
Jej propozycja była świetna, ja też zawsze chciałam zobaczyć Barcelonę. Co
prawda, nie z tych powodów co Sus, gdyż nigdy nie interesowała mnie piłka
nożna. Nie jej jakoś bardzo nie lubię, ale też mnie nie zachwyca. No ale, come
on, Barcelona to Barcelona, nie trzeba być kibicem piłkarskim, żeby mieć z
milion powodów by tam pojechać. No więc tak, byłoby wspaniale, ale już widzę
jak moi „kochani” rodzice mnie puszczają. Tsa… na pewno. Moja przyjaciółka tego
nie rozumiała, bo jej mama jej praktycznie na wszystko pozwalała, a u mnie?
Same zakazy i nakazy. Nienawidziłam tej strasznej kontroli. Do jasnej cholery,
mam już 16 lat, nie 6! Uspokoiłam się i odpowiedziałam koleżance.
- Wiesz,
bardzo bym chciała, ale przecież sama wiesz jak jest, rodzice mnie nie puszczą…
-Dobra, nie
mów tu o rodzicach, ja też jeszcze nie wiem, czy pojadę.
-Ale u
ciebie jest inaczej.
-Nie
przesadzaj, jeszcze mamy czas, żeby to wszystko załatwić.
Susana:
Nadszedł
czas na rozmowę z moją mamą. Nie miałam co prawda pewności, czy pozwoli mi
jechać, bo przecież jeszcze nie skończył się rok szkolny, ale miałam nadzieję,
że jednak nie będzie robić większych problemów. Moja mama nazywała się Ana
Martinez Lopez, mieszkałyśmy razem w Saragossie, same, bo ojca nigdy nie
miałam, a mama nie wiedziała nawet kto nim był. Nie miałam jej tego jednak za
złe, bo w końcu to nie jej wina. Była młoda, pijana i nawet gdyby bardzo
chciała nie miała jak go znaleźć, bo w ogóle go nie pamiętała, więc ja też nie
próbowałam. Wszystko zdarzyło po tym jak w wypadku zginęli jej rodzice a moi
dziadkowie. Przeżywała wtedy załamanie nerwowe, codziennie chodziła do klubów,
piła, imprezowała żeby zapomnieć. I tak pewnego dnia zauważyła, że spóźnia jej
się okres i okazało się, że mam przyjść na świat. Ale nie było ważne, czy byłam
planowana, bo wiem, że byłam chciana. Chociaż miała wtedy dopiero 19 lat, całe
życie i karierę przed sobą, w którym dziecko mogło jej przeszkadzać, to jak mówiła, nawet nie pomyślała, żeby mnie
oddać. Jest właśnie taką troskliwą, dobrą osobą. Bardzo ją kocham. Mamy
naprawdę świetne relacje, nie jeden może mi pozazdrościć tak wspaniałej mamy.
Traktujemy siebie trochę tak po przyjacielsku, zawsze mogę się jej zwierzyć i
wiem, że mnie nie potępi, tylko będzie starała się pomóc. A ona może zwierzyć się
mi. Mimo takiej swobody nie jestem jakąś rozpieszczoną jedynaczką. Zostałam
wspaniale wychowana, może nie przez ciągłe zakazy i surową dyscyplinę, ale
dzięki wspaniałemu przykładowi jaki daje mi moja mama. To chyba zdecydowanie
lepsze. Staram się być jak ona i wiem, że dzięki temu jestem dobrą osobą.
Chociaż z charakteru bardziej przypominam moją ciocię Maite, młodszą o rok
siostrę mamy, która w przeciwieństwie do niej jest bardzo żywiołowa, trochę
pyskata i czasami roztrzepana. Zanim wyjechała do Barcelony byłyśmy ze sobą
bardzo zgrane, wszystkie trzy. W zasadzie dalej jesteśmy, tyle że rzadko się
widujemy, dlatego też byłoby świetnie gdybym mogła do niej pojechać, bo
naprawdę bardzo się stęskniłam.
Porozmawiałam
z mamą o swoich planach i, tak jak się spodziewałam, nie robiła większych
problemów. Jako, że miałam dobre oceny i nie musiałam już nic poprawiać
pozwoliła mi jechać nawet w tym tygodniu. Nawet nie spodziewałam się aż tak
dobrej reakcji. Dzięki mamo! Normalnie cię uwielbiam! Zadzwoniłam do cioci, by
poinformować ją, że przyjeżdżam. Ucieszyła się, bo dawno się nie widziałyśmy i
stwierdziła, że „już leci mi wszystko szykować”. Trochę się boję. Ale nie mogę
się doczekać. JADĘ DO BARCELONY!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Hej
J
Wiem, że w
tym rozdziale się nic nie dzieje, więc pewnie jest trochę nudny, ale chciałam
jakoś przybliżyć sytuację bohaterki J
Dziękuje za komentarze i mam prośbę, żeby każdy kto to czyta coś po sobie
zostawił. Rozumiem, że może się nie chcieć, ale jakieś jedno, dwa słowa chyba
nie będą wielkim problemem J
Jak się nie podoba, to też się nie krępujcie, ja się nie obrażam, a
przynajmniej wiem co zmienić J
Dalej nie
mogę się pogodzić, że Hiszpania odpadła z mundialu, ale cóż mogę zrobić, żyje
się dalej. Teraz trzymam kciuki za Argentynę, która też, delikatnie mówiąc, nie
powala, ale jeszcze mogą się poprawić, nie? Mam nadzieję J
Pozdrawiam
:*
Cudowny <3
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz :)
Gdybyś tylko mogła zmienić kolor czcionki, bo na komórce bardzo ciężko się czyta ;/
Te relacje z mamą *.* pozazdrościć :)
No i jedzie do Barcelony! <3
Czekam na nn ;*
Zapraszam na nowy u mnie
http://zaczac-swoje-zycie-od-nowa.blogspot.com/?m=1
Przeczytałam za jednym zamachem od razu dwa rozdziały i bardzo mnie zaciekawiło. Wyjazd do Barcelony, ach... *.*
OdpowiedzUsuńBędę wdzięczna, jeśli będziesz mnie informować o nn.
Pozdrawiam :")
Czekam na rozwinięcie akcji w Barcelonie :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Ana :)
Przepraszam za spam :/ Ale dodałam nowy rozdział na http://seebeneath-yourbeautiful.blogspot.com/ :)
Usuń