wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział siódmy

Susana:                    
Dzisiaj dzień meczu, jestem taka podekscytowana! Moje marzenia nareszcie się spełnią! Oczywiście, oprócz tych, które w ostatnich dniach już się spełniły. Od zawsze chciałam iść na mecz Barcy, ale nigdy mi się nie udało. Aż do dzisiaj. Jako, że mój osobisty barceloński szofer, czyli Marc musiał pojawić się na stadionie wcześniej, jak to zresztą zawsze przed meczem, Adria zaoferował się mnie podwieźć. Miło z jego strony. Założyłam krótkie czarne spodenki, sandałki i oczywiście klubową koszulkę, a do torebki wrzuciłam jeszcze szalik. Tak uzbrojona, zwarta i gotowa do kibicowania wyszłam do czekającego już Vilanovy. Wejście na stadion było niesamowitym uczuciem spotęgowanym jeszcze tłumami ludzi w bordowo-granatowych koszulkach śpiewającymi klubowe przyśpiewki. Wszystko to tworzyło niesamowitą atmosferę, której nie da się opisać słowami, to trzeba poczuć, tej chwili nie zapomnę do końca życia.  Przyszliśmy trochę wcześniej, więc stadion nie był jeszcze zapełniony. Doszliśmy do naszych miejsc, gdzie siedziały: Antonella, Lorena i Ana Iniesta. Jako, że znały one Adrię ja też się z nimi zapoznałam. Usiadłam pomiędzy Adrią a Anto. Na murawę zaczęli wchodzić piłkarze, więc dokładnie się wszystkiemu przyglądałam, a w tym czasie mój towarzysz zaproponował przyniesienie czegoś do picia. Zaproponowałam, że pójdę z nim, ale widział jak wpatruję się w murawę, więc stwierdził, że sam sobie poradzi. Dla niego oczywiście nie było to żadnym przeżyciem, już nie raz był na meczu, więc rozgrzewający się piłkarze to dla niego żadna atrakcja. Nie to co dla mnie. Nie mogłam uwierzyć, że widzę swoich idoli, a jeszcze bardziej w to, że zaledwie kilka dni temu z nimi rozmawiałam.
-Więc… jesteś dziewczyną Adrii?- Usłyszałam.
-Słucham?- No co jak co, ale tego się nie spodziewałam. Nie pomyślałabym, że sprawiamy takie wrażenie. Czy aż tak było widać jak mi się podobał? Mam nadzieję, że nie.- Nie, nie. Poznaliśmy się kilka dni temu. Skąd ten pomysł?
-A to przepraszam, po prostu… Widzę jak na siebie patrzycie…
-A jak patrzymy?- Spytałam podejrzliwie.
-No… podoba ci się, prawda?- Super, czyli jednak. Tylko, czy Adria też to zauważył?
-Ja…
Na szczęście nie musiałam odpowiadać, bo wrócił do nas właśnie Adria, z naszymi napojami. Uśmiechnęłam się do niego i podziękowałam. Chciałam go przytulić albo pocałować w policzek, ale pomyślałam o tym co powiedziała dziewczyna Leo i wiedziałam, że trójka WAG bacznie się nam przygląda, więc zrezygnowałam z tego pomysłu. Czy podoba mi się Adria? Podoba i to bardzo, ale wiem, że nie mam szans. Chociaż Anto powiedziała „jak na siebie patrzycie”, a nie „jak na niego patrzysz”. Więc, może… może ja też mu się podobam, albo po prostu tak jej się powiedziało, a ja robię sobie nadzieję. Eh… Kto to mógł wiedzieć? Piłkarze właśnie skończyli się rozgrzewać i Marc popatrzył się w naszą stronę, uśmiechnął i pomachał, więc też mu pomachałam. Wtedy Antonella popatrzyła się dziwnie na mnie i moją koszulkę z numerem 15. Nie mam pojęcia o co mogło jej chodzić. Moi znajomi o czymś rozmawiali, ale nie słuchałam ich pogrążona we własnych myślach. Na boisko wyszli już piłkarze. Po stronie Barcy byli to: Pinto, Dani, Gerard, Mascherano, Adriano, Cesc, Busquets, Andres, Alexis, Leo i Pedro, a Atletico  Courtois, Juanfran, Miranda, Godin, Filipe Luis, Gabi, Mendes, Koke, Turan, David Villa i Costa.  Zaczęli i musiałam niestety przyznać, że Atletico szło lepiej, ale już w 14 minucie kontuzji doznał Diego Costa, a za niego wszedł Adriano Lopez, to z pewnością mogło nam pomóc, a już w 23 minucie bosko musiał opuścić Arda Turan, którego zastąpił Raul Garcia. Była 34 minuta kiedy wszyscy poderwaliśmy się z trybun po niesamowitym trafieniu Alexisa, który wykorzystał piłkę, która odskoczyła Messiemu. Cóż to był za gol! 1:0 dla nas! Podczas przerwy rozmawialiśmy o meczu i zwykłych, błahych tematach. Byliśmy szczęśliwi i wiedzieliśmy, że tytuł jest zdecydowanie w naszym zasięgu. Jednak w drugiej połowie lepiej grali piłkarze Atletico. Już w 47 minucie spotkania Villa trafił w słupek i poczułam ulgę, ale wiedziałam, że musimy poprawić naszą grę. Niestety,  chwilę później po rzucie rożnym i idealnym dośrodkowaniu Gabiego padła bramka dla graczy z Madrytu, której strzelcem był Godin. Gdzieś około 60 minuty doszło do zderzenia Juanfrana z Cesciem i piłka trafiła pod nogi Leo, który wpakował ją do siatki. Gooo… a nie. Sędzia zasygnalizował spalonego. Osobiście nie wiedziałam, który z graczy dotknął piłki. Piłkarze byli wymęczeni, ale starali się grać do końca. Niestety wynik już się nie zmienił. Było mi przykro, że nie udało nam się wygrać. Jedni grali lepiej, inni gorzej. Nie była to Barca z jej najlepszych czasów. Było mi strasznie szkoda, tytuł był na wyciągnięcie ręki, jednak nie udało się go zdobyć . Pogratulowaliśmy brawami Atletico, w końcu im się należało i postanowiliśmy pójść pocieszyć chłopaków. Byli przybici, ale trudno się im było dziwić.  Przytulałam ich wszystkich po kolei i mówiłam, żeby się nie martwili, każdemu może zdarzyć się słaby sezon, a następny z pewnością będzie lepszy. Jednego jednak byłam pewna, temu klubowi potrzebna jest rewolucja. Miałam mnóstwo pomysłów na zmiany. Może to o to chodziło Tito?  Czy moje pomysły naprawdę były na tyle dobre, że mogły się przyczynić do naprawy tej drużyny? Cóż, bardzo chciałabym pomóc, w końcu dobro Barcelony jest dla mnie niesamowicie ważne. Jutro pomyślę, co mogłabym w tym kierunku zrobić, dzisiaj miałam wielu smutnych piłkarzy na głowie.
Postanowiłam udać się do zarządu i przedstawić swoje pomysły. Nic lepszego nie wymyśliłam. Nie mam pewności, czy mnie w ogóle wysłuchają, ale co innego miałam zrobić? Przecież nie pójdę z tym do zawodników.  Ale mogę ich poprosić o załatwienie mi spotkania. To może być całkiem niegłupi pomysł.  Zadzwonię do Marca.
Bartra bez problemu zgodził się mi pomóc. Umówił mi spotkanie za dwa dni. Był ciekawy, po co chcę się spotkać z zarządem, ale szybko odpuścił, gdy nie chciałam mu powiedzieć. Do tego zaprosił mnie na plaże, gdzie mieli być jeszcze Cristian, Sergi, Marc Muniesa i Martin Montoya. Uwielbiałam spędzać czas z chłopakami, więc od razu się zgodziłam. Miałam małe obawy co do ich nastrojów po wczorajszym meczu, ale byli tak pozytywnie zakręceni, że nie potrafiliby się długo smucić, taką przynajmniej miałam nadzieję. Marc mieli być po mnie o 11, więc miałam chwilkę, żeby się przygotować. 
Piłkarze byli o wyznaczonej porze, do plaży miałam dwa kroki, ale szliśmy jeszcze chwilę wzdłuż morza, szukając jakiegoś miejsca z mniejszą ilością ludzi. Co prawda, był dopiero maj, ale było już ciepło i wielu ludzi postanowiło zaczerpnąć trochę słońca, szczególnie, że była niedziela.  Po kilku minutach na szczęście udało się nam znaleźć mało zatłoczone miejsce, rozłożyliśmy swoje rzeczy i rozebraliśmy się do strojów kąpielowych. Nie mogłam narzekać na widoki, miałam przed sobą pięć niesamowicie seksownych, wyrzeźbionych klat. No i weź tu człowieku zachowaj spokój. Postanowiłam się poopalać, w tym roku jeszcze nie miałam okazji tego robić. Chłopaki postanowili iść popływać, obserwowałam ich zza okularów, jak już mówiłam, było na co popatrzeć. Ja nie zamierzałam dzisiaj iść do wody. Położyłam się i zamknęłam oczy rozkoszując się promieniami słonecznymi. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie i podnosi. To był Marc. Szedł w kierunku wody. Już ja wiem co on sobie wymyślił, zaczęłam się wyrywać, rzucać, kopać i wyzywać go, ale on tylko się śmiał i przerzucił mnie sobie przez ramię. Wszedł do wody, uczepiłam się go mocno, żeby nie mógł mnie zrzucić. Udało mu się jednak mnie pozbyć, ale w ostatniej chwili pociągnęłam go za sobą. Wylądowaliśmy w wodzie. Była lodowata. Chciałam z niej jak najszybciej wybiec, ale ktoś złapał mnie w pasie i pociągnął w głąb morza. Znowu Marc. Jak on mnie dzisiaj wkurza. Co on smutek odreagowuje znęcając się nad biednymi, słabymi dziewczynami? Jak tak to mógłby się przecież trochę podołować, to jeszcze nikogo nie zabiło. A nie, kurde mnie wykorzystywać, jeszcze mnie popamięta. Zaczęłam chłapać go tą lodowatą wodą, z której chciałam jak najszybciej uciec, ale nie było mi to dane, a on mi oddał, reszta się przyłączyła i tak zaczęła się wielka wodna wojna.
Gdy skończyliśmy, wszyscy byli cali mokrzy, więc było nam już wszystko jedno. Postanowiliśmy nauczyć się surfować. To znaczy Cristian i Martin już potrafili, ale cała reszta nie miała o tym pojęcia. Było przy tym sporo śmiechu, bo, mówiąc szczerze wcale nam nie szło. Co chwila ktoś wywalał się w coraz to bardziej spektakularny sposób, ale i tak wszystko wygrał Sergi, który za nic nie potrafił utrzymać się na desce po prostu na niej leżąc. No cóż, to najwidoczniej nie był sport dla nas, dlatego zrezygnowaliśmy z dalszej nauki i poszliśmy coś przekąsić. Zajadaliśmy się pysznymi owocami morza w małej restauracyjce przy plaży i rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Już brzuch mnie bolał od śmiechu z opowieści chłopaków, ci to zawsze coś odwalą. W między czasie wpadli na świetny pomysł zorganizowania „małej domówki” u Alexisa. Już ja widzę tę małą domówkę dla połowy miasta. Nie no, ale na serio chyba tylko piłkarze Barcy, mogą wpaść na pomysł zrobienia imprezy dzień po przegraniu ligi. Tak mnie tylko zastanawia, kiedy planują poinformować o wszystkim biednego Alexisa.
Przepraszam.
Tylko tyle mogę powiedzieć, ale praktycznie cały sierpień miałam w wyjazdach, tych planowanych i tych nie, no i nie miałam czasu ani weny, której nie ma dalej. Także rozdział jest jaki jest, ale bardzo mi zależało, żeby dodać cokolwiek. Mam nadzieję, że następny rozdział uda mi się napisać dużo szybciej i, że będzie lepszy.

Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam :*

11 komentarzy:

  1. Heh rozumiem i wybaczam :D
    Ciekawi mnie, co ona wymyśli, żeby pomóc Barcelonie.
    I bardzo się cieszę, że tak fajnie spędza czas z chłopakami ;) od razu uśmiech na twarzy ;))
    A Adria ? Hmm nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony on, z drugiej Bartra.
    Cóż zobaczymy jak to sie potoczy :p
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział rzeczywiście różni się od pozostałych. Ale ja też znam ten ból, kiedy próbujesz coś napisać, ale po prostu nic co wychodzi spod Twojej ręki nie jest wystarczająco satysfakcjonujące :/
    Mam nadzieję, że Susana będzie szczęśliwa z Adrią i nie wpłynie na nich negatywnie, kiedy chłopak dowie się o powodzie jej przyjazdu do Barcelony :) Czekam na rozwinięcie, bo chciałabym dowiedzieć się jaki ma pomysł, żeby pomóc Barcelonie (muszę powiedzieć, że w zeszłym sezonie ja też miałam wiele takich pomysłów) :D
    Z niecierpliwością czekam na następny :)

    Pozdrawiam,
    Anabel :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodział jest naprawdę bardzo dobry, nie wiem dlaczego myślisz inaczej, ale jednak rozumiem co czujesz- chcesz, próbujesz, ale wciąż nie jest tak, jak byś chciała.
    Już się boję tej imprezy :D
    Czekam na następny :*
    Zapraszam na bohaterów mojego nowego opowiadania ♥
    http://the-unrealized-suicide-diary.blogspot.com/p/blog-page.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy rozdział u mnie :* ♥
      http://francescfabregasblog.blogspot.com/

      Usuń
  4. No jak dla mnie ten rozdział jest meega :)
    Ciekawi mnie co będzie na tej imprezie ;3
    Adria.. Bartra.. jejuu <3 mam nadzieję, że między nią a Vilanową będzie dobrze i nic nie zmieni ich uczuć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to uczucie jak chcesz napisac dobrze, a i tak nie jesteś z tego zadowolona, ale ten rozdział jest mega <3
    Ciekawe co się będzie działo na imprezie ^^
    Czekam na kolejny <3
    Ps. zapraszam na swojego drugiego bloga http://dziewczyna-mojego-przyjaciela.blogspot.com/ może cię zainteresuje ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry rozdział, fajnie że dogaduje się z chłopakami. Ciekawi mnie co będzie na imprezie.
    Czekam na następny.

    PS. http://perdoname-miamor.blogspot.com/2014/08/soy-el-padre.html zapraszam na nowy rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://perdoname-miamor.blogspot.com/2014/09/dos-meses.html Zapraszam na nowy rozdział :*

      Usuń
  7. http://the-gunners-love-and-other-drugs.blogspot.com/
    zapraszam na kolejny rozdzial po długiej przerwie! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wracamy z Julią z nowym rozdziałem po bardzo długiej przerwie.
    Serdecznie zapraszamy na długo wyczekiwaną czwórkę. ;)

    Nagła przemiana Federico Fabregasa? A może to tylko podstęp?
    Czy ktoś się na to nabierze?
    Do czego doprowadzą kłótnie Julii i Gerarda? Oby nie odbiło się to na małej Lii którą się opiekują.

    Zostawienie komentarza pod naszym rozdziałem z opinią i namiarami na swojego bloga zwiększa prawdopodobieństwo, że odwiedzimy Twojego bloga.

    Pozdrawiamy
    C&J

    OdpowiedzUsuń