środa, 9 lipca 2014

Rozdział czwarty

Susana:
Wizyta  na cmentarzu trochę mnie przybiła, ale również dodała mi jakiejś takiej siły do działania.. Tak jakby Tito przekazywał mi swoją energię do kontynuowania mojej „misji” utwierdzając mnie w przekonaniu, że jest ze mną i mnie wspiera. Zastanawiałam się co teraz powinnam zrobić. Nagle zobaczyłam Marca Bartrę! Znaczy tak mi się wydawało, bo miał Ray Bany na oczach, więc mógł to być ktoś po prostu do niego podobny. Ale na serio bardzo podobny. Tak czy inaczej istniała szansa, że to jednak on. A taka okazja może się już nie powtórzyć. Ale oczywiście, że nie chodziło mi o to, że to mój ulubiony piłkarz i bardzo, bardzo chciałam go poznać. Przecież muszę jakoś dostać się do drużyny, jeśli chcę jej pomóc, prawda? Postanowiłam działać. Z powodu chwilowego zaćmienia mózgu spowodowanego nagłym przypływem emocji (a przynajmniej ja to tak sobie tłumaczyłam), nie wymyśliłam nic lepszego niż „przypadkowe” wpadniecie na jego osobę. Niestety, nie zauważyłam kubka z kawą w jego ręku i tak właśnie leżałam obolała na ziemi cała w tym płynie przed moim idolem. Super. Przynajmniej nie była gorąca, zawsze coś, jeszcze tylko poparzenia mi brakowało.  Do tego pewnie zrobiłam z siebie idiotkę. Ale czego się nie robi dla ukochanego klubu, prawda? No więc, poświęciłam swoją ulubioną bluzkę w słusznej sprawie. No i mam okazję poznać Marca. Zobaczyłam przed sobą dłoń. Niesamowitą dłoń. Dobra, przesadzam. Dłoń jak dłoń. Tyle, że jego. Bez wahania ją chwyciłam i już po chwili stałam  na nogach patrząc na jedną z najpiękniejszych twarzy jakie kiedykolwiek widziałam. Nie, w tym akurat nie ma ani trochę przesady.
-Jeju, przepraszam. Nie wiem jak to się stało, zagapiłem się. Nic ci nie jest?- Usłyszałam.
-Nie, jest okej. Tylko…- wskazałam na swoje ubranie.- W każdym razie nic się nie stało, to ja nie patrzyłam.
-Marc.- Wyciągnął do mnie rękę.
-Susana, miło mi.                             
-Mi też, szkoda tylko, że poznaliśmy się w takich okolicznościach. Jesteś cała mokra, trzeba coś tym zrobić.
-Wrócę do siebie i się przebiorę żaden problem, naprawdę.
-A jak tam dojdziesz, to daleko?
-No, w Barcelonie. Pojadę autobusem, tak jak przyjechałam.
-Chyba sobie żartujesz, nie ma mowy. Też tam jadę, podwiozę cię.
-Ale nie trzeba…
-Chodź.-Przerwał mi. Nie żebym miała coś przeciwko, więc posłusznie poszłam za nim do samochodu.
Marc:
Zabrałem Susanę do Barcelony. To naprawdę świetna dziewczyna, super nam się gadało, miała podobne do mnie poczucie humoru. Ogólnie sprawiała wrażenie osoby bardzo wesołej, otwartej i trochę roztrzepanej. Zastanawiało mnie tylko jedno, bo wyglądała na nastolatkę, nie wiem czy była pełnoletnia, ale przecież jej nie zapytam, bo mogłaby się obrazić lub mnie źle zrozumieć. Zresztą, co za różnica. Moje przemyślenia przerwała siedząca obok dziewczyna mówiąc, że jesteśmy już na miejscu. Zatrzymaliśmy się pod ładnie prezentującym się blokiem w Barcelonecie. Wjechaliśmy na 5 piętro, Susana wytłumaczyła mi, że przyjechała do cioci, której teraz akurat nie było, bo pracowała.
-Wielkie dzięki za podwózkę.-Usłyszałem.
-Nie ma za co, w końcu to moja wina, że nie mogłaś wracać normalnie.
-Oj już przestań, jakbym uważała i patrzyła gdzie idę, nie byłoby problemu.- Bardzo ją polubiłem, więc nie mogłem pozwolić, żeby nasza znajomość od tak się skończyła. Myśl Marc, myśl.
-A może, tak w ramach przeprosin dałabyś się zaprosić na kawę?
-Już mówiłam, nie ma za co przepraszać.- Kurde, czyli nie chce się spotkać… Może faktycznie jestem dla niej jak dziadek. Albo nie przypadłem jej do gustu.- Ale bardzo chętnie, tylko może nie na kawę.- Zaśmiała się jeszcze raz wskazując na swoje ubranie, a ja razem z nią. Wcześniej staliśmy w drzwiach, więc weszliśmy do środka. Muszę przyznać, że jej ciotka miała bardzo ładne mieszkanie. Susana zaprowadziła mnie do „swojego” pokoju, który był strasznie dziewczęcy, cały w bieli, z ogromnym łóżkiem. Moja nowa znajoma wzięła z walizki ubrania i skierowała się chyba do łazienki, a mi kazała na siebie poczekać. Usadowiłem się na łóżku, co jak co, ale wygodne to było.
Susana:
Weszłam do łazienki i od razu schlapałam się zimną wodą. Musiałam ochłonąć. Poznałam Marca Bartrę! Mojego absolutnie ulubionego piłkarza. W rzeczywistości, jako osoba, również okazał się wspaniały, to niesamowicie pozytywny człowiek. Bardzo go polubiłam. A co najlepsze, mam wrażenie, że on mnie też. I sam zaproponował jakiś wspólny wypad, niby że w ramach przeprosin, ale nie ważne. Wyręczył mnie i nie muszę już kombinować. Normalnie jak jakiś rycerz na białym koniu . Przyjrzałam się sobie w lustrze. Boże, wyglądałam okropnie. Ściągnęłam z siebie brudne ubrania, ciekawe czy da się to wyprać. Całą się lepiłam, więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Od razu lepiej. Założyłam na siebie krótką, malinową sukienkę i sandałki na koturnach. Zrobiłam delikatny makijaż i podkręciłam włosy. Teraz mogłam się pokazać. Wchodząc do pokoju zastałam piłkarza rozłożonego na moim łóżku.
-Nie za wygodnie ci?- Zaśmiałam się.
-No w końcu. Dłużej się nie dało? Co miałem robić?
-Dobra, dobra. Musiałam się umyć. Przez kogoś byłam cała lepka od kawy.
-Oj, już mi nie wypominaj.
-Żartuje przecież. Idziemy?
-No idziemy, tylko gdzie?
-Hmm… mam ochotę na jakieś lody.
-Co masz na myśli?- Marc zabawnie poruszył brwiami.
- Marc!- Trzepnęłam go w ramię. I czułam, że się rumienię.

Spędziłam bardzo miłe popołudnie, naprawdę złapałam z Marciem świetny kontakt. Po lodach poszliśmy jeszcze na spacer uliczkami Barcelony, a na końcu siedzieliśmy na plaży. Pewnie już wspominałam, ale to miasto jest niesamowite! Do domu wróciłam późno, ciocia już była, więc oczywiście musiałam jej wszystko opowiedzieć. Bardzo się ucieszyła, bo wiedziała, że jestem zapaloną kibicką. Położyłam się, ale chociaż jestem wykończona, to chyba dzisiaj nie zasnę, za dużo emocji. Leżałam z zamkniętymi oczami i usłyszałam dźwięk sms-a. Od Marca. „Dziękuję za miły dzień :* Mam dla ciebie niespodziankę, będę o 10 i gdzieś cię zabiorę J”. Wow, chyba naprawdę mnie polubił. Ciekawe, gdzie chce mnie zabrać? Już nie mogę się doczekać.

Chociaż nie zmrużyłam oka przez praktycznie całą noc wstałam pełna energii. Musiałam się przygotować. Nie wiedziałam, gdzie Marc mnie zabiera, więc postawiłam na letnią sukienkę w kwiatki, różowe sandałki i dużą, beżową shopperkę, do której włożyłam wszystkie potrzebne rzeczy. Umalowałam się jeszcze, nałożyłam okulary i kilka minut przed czasem byłam już byłam gotowa. Przez okno zobaczyłam jego audi na parkingu. Poczekałam aż Marc zadzwoni do drzwi, co zrobił jakieś 3 minuty później troszeczkę zdyszany, czyli wchodził tu po schodach. A raczej wbiegał. Ten to ma kondycję.
-Cześć- przywitał się i cmoknął mnie w policzek, o matko, trzymajcie mnie dostałam buziaka od Marca Bartry!
-Hej
-A teraz chodź porywam cię.
-Mogę wiedzieć gdzie?- Zamknęłam za sobą drzwi na klucz.
-Wtedy nie byłoby niespodzianki- uśmiechnął się szeroko.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Hej :)
Trochę mi zeszło z tym rozdziałem dłużej niż się spodziewałam, ale nie jest źle :) Miałam taką niezbyt ciekawą sytuację z przyjęciem do szkoły, no a bardziej klasy i tak trochę byłam zrezygnowana, ale zebrałam się w sobie i udało się to skończyć, mam nadzieję, że chociaż się wam podoba, bo mi tak średnio. Ostatnio (no dobra drugiego to nie tak całkiem ostatnio :D) miałam też urodziny i byłoby mi bardzo miło jakby pojawiło się troszkę więcej komentarzy, naprawdę każdy jeden mnie niesamowicie cieszy i bardzo motywuje :). Nie mam słów jeśli chodzi o wczorajszy mecz, biedna Brazylia, nie pozostaje mi teraz nic innego jak trzymać mocno kciuki za Argentynę.
Ps. Coś nie mogłam się dopasować z kolorem czcionki, mam nadzieję, że już wszystkim czyta się dobrze :)
Pozdrawiam :*

9 komentarzy:

  1. No ciekawe, ciekawe, nie ma to jak wpaść na kogoś "przez przypadek" XDD
    Ogólnie rozdział bardzo mi się podoba i czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no ja też bym chciała spotkać Marca tak zupełnie przypadkiem!
    (kij z tym, że nie jestem w Hiszpanii)
    Ogólnie całkiem ciekawie :)
    Czekam na więcej :*
    Zapraszam na nowy rozdział ♥
    http://francescfabregasblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. boże, jak ja się cieszę, że dodałaś ten komentarz na moim blogu ! przeczytałam wszystko od samego początku i po prostu to kocham no !
    ten rozdział jest świetny. też chcę wpaść na Marca :(
    bardzo bym cię prosiła żebyś informowała mnie tutaj w komentarzach http://tres-metres-sobre-el-cielo.blogspot.com o nowych rozdziałach :)
    dużo weny życzę :* buziaczki ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Wpadnięcie przypadkiem na Marca-marzenie :D
    Ciekawy rozdział, czekam na kolejny!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. cieszę się, że zostawiłaś mi link do swojego opowiadania :)
    na prawdę bardzo mi się spodobało.
    gdy czytałam początek po moim ciele przechodziły ciarki tak, że aż bałam się czytać dalej
    jednak bardzo mnie wciągnęło i musiałam doczytać do końca :)
    podoba mi się, że tak lekko piszesz :)
    ciekawe teraz dokąd to ten Marc ją porywa ?! :)
    już nie mogę się doczekać następnego !!!
    Poinformuj mnie oczywiście :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam : http://orgullo--y--prejuicio.blogspot.com/ :)

      Usuń
  6. WPADAM NA MARCA <3 zawał na miejscu :o
    jeszcze ją porywa.. *.*
    help me ;x
    daj mi następny szyyybko i informuj o nowych! :)
    http://my-heart-says-yes.blogspot.com/ nowy blog, prolog, proszę zaglądnij i jak możesz skomentuj :*
    o Alexisie Sanchezie + Shakira w roli pierwszoplanowej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, Bartra jest cudowny *_* I przesady w tym nie ma, ani trochę :)
    Rozdział mi się podoba. Ciekawa jestem, gdzie Marc ją zabiera... Musiał ją naprawdę bardzo polubić, nic tylko się cieszyć! :)
    Nowy u mnie: http://zapomniec-wszystko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział bardzo mi się podoba. Czekam na ciąg dalszy :D

    Pozdrawiam,
    Ana :D

    OdpowiedzUsuń